26 stycznia 2013

Horror, historia, hitlerowcy!

Witajcie,
znów recenzja, tym razem pod lupę postanowiłem wziąć ciekawą, ale występującą jakby z boku rynku książkę "Obiekt R/W0036". Nie jest łatwo ją ocenić jednoznacznie.


Ale o co chodzi?
To dobre pytanie gdy przeglądając pobieżnie książkę zorientujemy się, że to pomieszanie legendy o bazyliszku i losów powstańców warszawskich walczących z hitlerowcami w 1944 roku. Na powieść uwagę zwróciła mi moja dziewczyna, Kasia, która trafiła na nią podczas chwilowej fascynacji historical fiction. Jak się okazało mamy w Polsce nie tylko taki gatunek, ale i jego odłam w postaci grozy. "Obiekt R/W0036" to właśnie taki styl - przepis na książkę jest banalnie prosty, ale nie można odmówić autorowi odwagi i pomysłowości, że zdecydował się na takie połączenie.

Czy warto?
To zależy od tego czego oczekujecie od takiej powieści. Ja wziąłem ją do ręki zachęcony pozytywną opinią Kasi i miałem nadzieję na relaksującą rozrywkę z ciekawym pomysłem. To zdecydowanie nie jest książka dla osób, które historię traktują na tyle poważnie, że nie dopuszczają możliwości jej parodiowania, trawestacji czy wreszcie wykorzystania w mariażu z sensacyjną popkulturą. Kiedy w rozmowie wspomniałem o tej powieści panu Janowi Ołdakowskiemu, dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego aż złapał się za głowę - powieść znał, choć ledwo ją wytrzymał. Dla kogo to zatem? Dla tych, którzy nie będą traktować kostiumu historycznego jako wiążącego. Wydarzenia 1944 roku, wojna i jej strony są tu potraktowane tylko jako scenografia do opowieści o potworze terroryzującym miasto. Równie dobrze można by rozpisać opowieść o bazyliszku w dzisiejszych realiach. Bo to właśnie prastary jaszczur jest tutaj bohaterem, a nie polscy czy niemieccy żołnierze. Zatem to książka dla miłośników popkultury, potworów, horrorów i mrocznych baśni. No i zdecydowanie dla miłośników sagi "Obcy", o czym w następnym akapicie.

Giger w kanałach Śródmieścia.
Szwajcarski artysta pewnie nie słyszał o bazyliszku z warszawskiej starówki i jego straszliwym spojrzeniu, ale nie wątpię by mógł doskonale go zaprojektować na potrzeby filmu na podstawie "Obiektu". A o filmie mówię nie bez kozery, bo Bukowski z wprawą stosuje narrację przypominającą kolejne ujęcia thrillera. Oglądamy wojnę z wielu kamer, ze wszystkich frontów i wreszcie od tej najmroczniejszej strony - oczami bestii. Krótkie, szybkie rozdziały idealnie nadają się do lektury w podróży i zostawiają z apetytem na więcej. Bukowski nie lubi przyzwyczajać czytelnika do bohaterów, czasem mam wrażenie, że woli się ich pozbyć zanim ich polubi, tak więc i Wam doradzam - nie przyzwyczajajcie się do postaci, tu rządzi bazyliszek i to on jest głównym bohaterem. Reszta zasługuje tylko na miejsce na jego talerzu. Oprócz głównych wątków powieści pojawiają się krótkie scenki żywcem wyjęte z horrorów - dla zbudowania klimatu wprowadzimy na chwilkę postać z zupełnie innej strony historii tylko po to by efektownie rzucić ją na pożarcie - zupełnie jak w filmowych klasykach o rekinach i innych bestiach. Wspomniałem o "Obcym" i rzeczywiście w książce tej jest coś z nastroju legendarnej sagi - dziwny tajemniczy stwór, kanały w których błąkają się ludzie bezradni wobec pradawnego potwora, napięcie i atmosfera polowania... na ludzi. Ale jest jeszcze coś, powieść ma w sobie troszkę klasycznego horroru o grozie, której początki są znacznie przed cywilizacją ludzi. Warszawski bazyliszek nie był  w końcu jedyny, ale więcej nie zdradzam!!!!

Podsumowanie
"Obiekt" to czysta rozrywka podlana grozą i zaprojektowana w ciekawych uniwersum nawiązującym do historii. Historycy i poszukiwacze literackich dzieł raczej się nie zachwycą, za to miłośnicy grozy, potworów i komputerowych strzelanek - będą czuli się jak w domu. Moim zdaniem powieść jest naprawdę warta uwagi, a szczerze mówiąc, bardzo bym się ucieszył gdyby na jej podstawie powstałby film. Niestety w Polsce fantastyka w filmie w ostatnich latach nie ma się najlepiej więc nie liczę na cud. Ale powieść Bukowskiego to gotowy scenariusz. Pozostaje pytanie czy Polacy potrafią i chcą rozmawiać o historii z takim dystansem by łączyć ją z popkulturą i horrorem? Czy nie poczują się urażeni tym, że doniosłym wydarzeniom z historii towarzyszy potwór w kanałach? W polskim nauczaniu historii i tożsamości jednak wciąż główny nacisk kładzie się na poważną martyrologię, tak więc nie ma tu miejsca na mariaż z rozrywką. "Bitwa pod Wiedniem", czy "Bitwa Warszawka" pokazują, że o historii mówimy najczęściej na wdechu. A "Obiekt R/W0036" to czysta rozrywka - bez pretensji do wielkiej literatury. Moim zdaniem to przemawia za Bukowskim - nie próbuje nam nic udowodnić. Tylko dobrze nastraszyć. I jestem mu za to wdzięczny - bo się przy tym dobrze bawiłem.

Posłuchajcie fragmentu książki.

A pod tym linkiem znajdziecie muzykę towarzyszącą.

Na koniec zapowiedź - co w lutym? Recenzja i odcinek. Tytułu odcinka na razie nie zdradzę, ale recenzji już mogę - będziemy zaglądać do powieści "W otchłani Imatry" czyli rosyjskiego kryminału z przenikliwym detektywem w roli głównej.

Kolorowych koszmarów!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

sprawdź komentarz